Teodolit elektroniczny Wild Theomat T 2000

 

W latach 1983-1987 szwajcarska frima Wild z Heerbrugg wyprodukowała pierwszy, bardzo udany teodolit elektroniczny – Theomat T 2000. Wówczas była to ścisła czołówka tego typu instrumentów. Konstruktor asekuracyjnie zaopatrzył teodolit w metalowe kręgi do odczytu kierunków poziomych oraz pionowych. Instrument kupiłem dzięki ogłoszeniu na stronie GeoSell. Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, ale wspomnę jedynie, że kupiłem go za 1/10 moich miesięcznych dochodów. To cena za nostalgię za czasami pracy w terenie. Kupno baterii do zasilania wraz z ich wymianą to 100zł. Instrument jest wielki i ciężki, bo powstał w innych czasach. I tak za podaną wyżej cenę instrument stanowi dekorację wnętrza. Jeżeli gdzieś tam kolekcjonują czołgi, to dlaczego instrumentów geodezyjnych nie kolekcjonować? Pozostała część opowieści w obrazach i opisach do tych obrazów.

 

Fot. 1. Fragment z prospektu wydrukowanego w roku 1983. Po prawej różne konfiguracje instrumentu. A więc sam teodolit. Teodolit z nasadką dalmierczą DI4L zintegrowaną z teodolitem poprzez przewód. Teodolit z zewnętrznym rejestratorem GRE3. I na dole po prawej kombinacja dwóch ostatnich przypadków.

 

Fot. 2. Po lewej instrument wraz z bardzo dobrze zachowaną skrzynką transportową. Po prawej teodolit z nasadką dalmierczą DI 2000 (niestety niesprawną) zintegrowaną z teodolitem poprzez kontakty na lunecie wraz z zewnętrznym rejestratorem GRE3 i przewodem do łączenia z komputerem.

 

Fot. 3. Instrument na stanowisku testowym połączony z rejestratorem GRE3 (przypuszczalnie niesprawnym).

 

Fot. 4. Widok wyświetlacza w różnych konfiguracjach. A więc odczyty kątów, odległości zredukowanej, odległości pochyłej i przewyższenia. Trochę trzeba ponaciskać, ale nie jest źle. Niskie wartości odległości oznaczają, że rzecz miała się we wnętrzu. Do testu wykorzystałem sprawną nasadkę DI 1000. Po prawej stronie widok wyświetlacza z prospektu oraz z natury. Na drugim zdjęciu od lewej u góry widoczny wziernik do obserwacji zewnętrznego metalowego kręgu kierunków poziomych. To taka asekuracja na wypadek, gdyby zawiodła elektronika. Po prawej stronie lunety, patrząc od strony okularu, jest identyczny metalowy krąg do obserwacji kierunków pionowych.

 

Fot. 5.  Niestety oryginalny akumulator okazał się nieosiągalny. Pozostaje więc zasilanie zewnętrzne z akumulatora żelowego 12V lub zaadaptowanie akumulatora niklowo-kadmowego GEB 77 takiego, jak do późniejszych instrumentów Wilda, co tez uczyniłem. A więc wymiana zużytych ogniw. Już po fakcie dowiedziałem się, że w Batimexie niewiele drożej kosztuje cały moduł zasilania. Po lewej komora warz z opisanym akumulatorem z dolutowanymi przewodami. Instrument jest energochłonny i takie zasilanie szybko się wyczerpuje, za to zabawa przednia.

 

Fot. 6. Po lewej u góry wyraźny cel do sprawdzenia warunków geometrycznych instrumentu. Po prawej sposób rektyfikacji błędów kolimacji oraz indeksu koła pionowego. U dołu po lewej sposób rektyfikacji libelli sferycznej na spodarce. Po prawej stronie od okularu widoczny odczyt na metalowym kręgu koła pionowego.

 


Fot. 7. Po lewej spodarka teodolitu połączona ze statywem (takie łączenie to standard Wilda). Po prawej niesprawna nasadka DI 2000 widziana od środka. Naprawa jest nieopłacalna i pozostaje na instrumencie jako eksponat.

 

 

Opracował: Jerzy Leszczuk