Pomiary wysokości obiektu sakralnego jako zadanie pro publico bono.

W roku 1994 prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Złotoryjskiej, Pan Roman Gorzkowski, zadał mi pytanie „czy jest możliwy pomiar wysokości wieży kościelnej? Grupa harcerzy próbowała tego dokonać opuszczając z najwyższej platformy widokowej wieży linę i mierząc długość odcinka.” Wynik widać był mało zadowalający, skoro prezes zwrócił się do fachowca. Mam ciepły stosunek do „mniejszości etnicznych” robiących rzeczy nieprzynoszące korzyści osobistych, bo sam taki jestem i bez wahania przystałem do zadania. Wywiad terenowy utwierdził mnie w tezie, że nie jest możliwe rozwiązanie zadania klasyczną metodą wcięć przestrzennych w przód z uwagi na gęstą i zwartą zabudowę uniemożliwiającą usytuowanie bazy pomiarowej. Przez moment zaświtała myśl realizacji pomiaru tachimetrem redukcyjnym Zeiss BRT 006, który z odpowiednią dokładnością mierzy odległości do punktów niedostępnych, ale tylko do 60 m, co w tym zadaniu nie wystarczyło. Ostatecznie stwierdziłem, że wystarczy jedno stanowisko pomiarowe z wizurą na całą bryłę kościoła. Główna oś pionowa jednej z wież (wyższej) pokrywa się z punktem osnowy podstawowej I klasy, a wyznaczenie współrzędnych stanowiska w terenie nasyconym osnową nie przedstawiało problemów. Postanowiłem wyznaczyć nie tylko wysokość szczytu najwyższej wieży, ale i wybranych punktów kościoła, a ich rozmieszczenie przedstawia fotografia na końcu opracowania. Dodatkowo postanowiłem wyznaczyć wysokości bezwzględne (nad poziomem morza) tych punktów. Przy okazji pojawiła się rzecz zabawna, bowiem jeden z miłośników Ziemi Złotoryjskiej wysnuł tezę, że wysokości nad poziom morza objęte są tajemnicą państwową. Wszystkie niezbędne dane uzyskałem z operatu mapy zasadniczej i ewidencji gruntów. Praca zgodnie z przepisami nie podlegała zgłoszeniu, a za udostępnione dane zapłaciłem z własnej kiesy. I tak współrzędne płaskie wyznaczanych punktów uzyskałem metodą digitalizacji pierworysów w skali 1:500, a część danych uzupełniłem pomiarami bezpośrednimi.

 

 

Fragment mapy zasadniczej z otoczeniem stanowiska pomiarowego.

 

Fragment mapy zasadniczej służący do pozyskania współrzędnych płaskich wyznaczanych punktów.

 

Do digitalizacji posłużył mi, prawie nikomu już dzisiaj nieznane urządzenie, kartometr o symbolu handlowym KAR i dalej numer, którego już nie pamiętam. Do pomiaru wysokości stanowiska i podstawy wież wykorzystałem niwelator Topcon i zestaw łat. Zespół pomiarowy składał się z geodety uprawnionego, czyli mnie, i pomiarowych (dwóch członków Towarzystwa). Do pomiaru wysokości wykorzystałem mały teodolit Zeiss Theo 080 A. I tu mały odskok od tematu. Na przełomie lat 80/90-tych napisałem podanie do dyrektora mojej ówczesnej firmy o sprzedaż jednego z nieużywanych teodolitów. Podanie leżało 2 miesiące bez odpowiedzi. Kiedy spytałem o decyzję w tej sprawie, dyrektor (młody wiekiem, ale stary stażem partyjnym) z nonszalancją w głosie odpowiedział: „kup Pan sobie Dahltę w Merazecie za 40 baniek, jak Pan dostaniesz asygnatę”. Kiedy jednak napisałem podanie o ujęcie mnie na liście do zwolnień grupowych to odpowiedź na piśmie dostałem jeszcze tego samego dnia: „Nic z tego, jest Pan firmie potrzebny”. Dwa tygodnie później kupiłem w upadającym przedsiębiorstwie budowlanym teodolit Carl Zeiss Jena Theo 080 A w cenie 1.2 bańki, gdyby użyć nomenklatury dyrektora. Ale dość polityki i do rzeczy. Teodolit przez 4 lata służył jako dekoracja na biurku i teraz postanowiłem go wykorzystać. I znów w zespole geodeta uprawniony i dwóch pomiarowych – członków Towarzystwa, z czego jeden sekretarz, a drugi to ochrona uczonych. W terenie szkicowałem bryłę kościoła pokazując na szkicu pikiety i ich numery. Kąty pionowe i poziome oraz inne spostrzeżenia notował magister historii. Rzecz potraktowałem relaksowo i pojawił się szereg zaniedbań, do których po latach się przyznaję. A więc przed pomiarem nie sprawdziłem instrumentu i co gorsze – nie sprawdziłem go ani razu od zakupu. W domu wyniki pomiaru przeniosłem do odręcznie zmanipulowanego dziennika.

 

Dziennik pomiarowy wraz z obliczeniem wysokości. Różnice między odczytami kąta pionowego w dwóch pozycjach lunety to nie tylko błąd indeksu, ale również obarczone są błędem identyfikacji celu.

 

I tu wyszła rzecz kompromitująca mnie – otóż podwójny błąd indeksu koła pionowego wyniósł 10c, co oznaczało, że każdy odczyt kierunku pionowego obarczony był błędem 5c, czyli przy maksymalnej, w tym zadaniu, celowej błąd wyznaczenia wysokości wyniósł 15 cm. Na taką precyzję pomiaru mógł sobie pozwolić hufiec harcerzy, ale nie ja – geodeta uprawniony. Czym prędzej sprawdziłem dokładnie instrument i usunąłem szczątkowy błąd kolimacji oraz opisany wyżej błąd indeksu koła pionowego poprzez regulację płytki krzyża nitek śrubkami rektyfikacyjnymi owego krzyża. Rzecz nie dawała mi spokoju. Powtórny pomiar nawet, bez udziału członków poprzedniego zespołu, w małym miasteczku nie da się zachować w tajemnicy. Wczesnym rankiem (godzina piąta) podjechałem samochodem pod samo stanowisko i innym sprawdzonym teodolitem pomierzyłem kilka wcześniej mierzonych kierunków. Wysokość instrumentu różniła się o jeden centymetr, a wyniki pomiaru niemal identyczne ze średnią arytmetyczną dwóch odczytów instrumentu Carl Zeiss Theo 080 A. W tej sytuacji do obliczeń wykorzystałem średnie kierunki z dwóch pozycji lunety. Odległości zredukowane do poziomu do poszczególnych pikiet obliczyłem ze współrzędnych. Wyniki opracowania tj. wysokości, postanowiłem przedstawić na zdjęciu, które wykonałem z odległości ok. 1.5 km lustrzanką Canon z obiektywem zoom o ogniskowej 80-200 mm na barwnym negatywie Kodaka. Skala pionowa obiektu na odbitce 10×15 cm wyniosła około 1:700.

 

Po lewej stronie fotografia z wynikami pomiaru (w nawiasach wysokości ponad średni poziom podstawy budowli). Po prawej bohater zdarzenia – teodolit Carl Zeiss Jena Theo 080 A wraz z nasadką dalmierczą Disto zamontowaną via reduktor własnej konstrukcji.

 

Numerem 1 oznaczono pozycję fotografującego, a numerem 2 cel – czyli Kościół Najświętszej Maryi Panny w Złotoryi.

 

W jednym z numerów lokalnej gazety opisano zdarzenie wyznaczenia wysokości wież kościoła i podano personalia autora owego opracowania, co było dla mnie jedyną i do tego satysfakcjonującą gratyfikacją.

 

Opracował:
Jerzy Leszczuk