Droga gminna Lubków – Wilczy Las

 

 

W roku 1995 – czyli ponad 20 lat temu – dostałem zlecenie na geodezyjne prace związane z przebudową drogi łączącej drogę krajową Legnica – granica Państwa 94 (E22), z drogą wojewódzką Bolesławiec – Złotoryja. I tu nieco geodezyjnych i mniej geodezyjnych wrażeń na ten temat. Inwestorem był Urząd Gminy Warta Bolesławiecka. Ortofotomapa powyżej pokazuje odcinek drogi. Modernizacja polegała na przebudowie drogi o nawierzchni gruntowej ulepszonej, na nawierzchnię asfaltową wraz ze zmianą geometrii trasy.

 

Rozwiązanie osnowy do pomiaru obiektu liniowego.

 

Szkic osnowy pomiarowej. Osnowę stanowiły dwa ciągi sytuacyjne, dwustronnie dowiązane do osnowy poziomej III klasy. Punkt TP 220 sklasyfikowany jako punkt osnowy II klasy był wielokrotnie wznawiany (centrowanie uszkodzonego znaku naziemnego). Punkty osnowy poziomej III klasy bardzo dobrze zachowane i jako dodatkowe wzmocnienie kierunków wieża kościoła ewangelickiego w Tomaszowie Bolesławieckim (punkt osnowy poziomej II klasy). Wysokości stanowisk obliczono metodą niwelacji trygonometrycznej, co do tego zadania okazało się wystarczające. Zaskakująco niska była odchyłka zamknięcia niwelacji trygonometrycznej (tachimetr Topcon z dobrze sprawdzonym miejscem zera kierunków pionowych). Inne warunki też były okresowo sprawdzane. Na szkicu powyżej wpisane przewyższenia jako średnia z dwóch kierunków.

 

Powyżej szkic dla drugiego ciągu sytuacyjnego. Na końcu odcinka przeznaczonego do pomiaru punkt osnowy wysokościowej II klasy. Granice działek przyjęto z danych z zasobu. W dużej części po obu stronach mierzonej drogi były działki PGR. Brakowało danych do ustalenia granicy i do opracowania przyjęto stan na gruncie.

 

Nie jestem fanem pomiaru z wykorzystaniem stanowiska pomiarowego tzw. bagnetu. Powyżej przykład z innego miejsca obliczenia w terenie współrzędnych stanowiska s.1. Można było oczywiście z danymi z pomiaru wrócić do biura i tam rozwiązać na komputerze owe wcięcie kombinowane. Moja zasada nr 1 – jak najmniej zbędnych ruchów. Jak mawiał mój dziadek – „głupi lubi robotę, a robota głupiego”. W przypadku powyżej współrzędne stanowiska niezbędne były do wyliczenia miar biegunowych do wyznaczenia projektowanych punktów. Operacja wykonana przy użyciu kalkulatora programowanego. Dzisiaj zabrałbym w teren notebooka z zainstalowanym programem C-Geo na przykład. Ale wtedy? Jak powiedział towarzysz Wiesław – „przed wojną było w Polsce gorzej, bo nie było telewizorów”. Przynajmniej w powszechnym użyciu, bo jakieś tam eksperymenty były z telewizją czynione.

 

Szkice powyżej pokazują przebieg osnowy pomiarowej z podaniem długości boków poligonowych. Dwa epizody pozostały mi w pamięci: jak data na szkicu osnowy pomiarowej pokazuje prace związane z mapą odbywały się w miesiącach grudzień – styczeń przy mroźnej pogodzie. Jednego dnia mgła dawała szanse na celowe do 50m i to po świetleniu lustra latarką. Ostatni dzień pomiaru był krótszy (końcówka) i w pewnym momencie stanowisko trawersuje na rowerze gość w marynareczce, bez czapki i rękawic. Ukłonił się Panu geodecie. Za godzinę wraca i pyta – „co tu będzie?” „Gdzie człowieku Cię nosi przy niepogodzie (-20 stopni i nieprzyjemny wiatr)”. „Chłopaki wysłali mnie do Lubkowa, bo tam pół litra o złotówkę taniej”. „Wejdź dobry człowieku wraz z rowerem do Żuka. Zaraz kończymy i Ciebie podwieziemy do Szczytnicy”. W samochodzie: „a ja Pana znam, Pan robił u nas podział”. „Całkiem możliwe”. Przyjęcia poczęstunku trunkiem z takim trudem zdobytym odmówiłem. Po prostu współczułem gościowi takiego życia. On przypuszczalnie ze współczucia zaproponował poczęstunek przemarzniętym ludziom pracującym w terenie przy takiej niepogodzie. Ale za to był współczynnik 1.2 do prac terenowych za zimno.

 



Powyżej szkice tyczenia osi trasy. Nauczony doświadczeniem (4 lata pracowałem w geodezji związanej z drogownictwem) wyznaczyłem nieskończenie wiele punktów poza zasięgiem prac ziemnych umożliwiających odtworzenie osi trasy. A doświadczenie jest takie, że jak drogowcy spieprzyli robotę, to zawsze winni byli geodeci. „Wszelkiemu złu winni są żydzi, cykliści i geodeci”.

 

Przed oficjalnym otwarciem drogi, wójt Gminy Warta Bolesławiecka pogonił Polonezem setką na godzinę przez nową trasę. Test wypadł pomyślnie i Wójtowi nic się nie stało. Bardzo chwalił realizację zadania i w tym udział geodety. Na zdjęciu powyżej swoisty paradoks. Wrażenie wzrokowe jest takie, że teren opada, a tymczasem pomiędzy miejscami zaznaczonymi krzyżykami (na zdjęciu i szkicach tyczenia) wznosi się o około 11 metrów. Jak rozwiązywałem ciąg trygonometryczny, to byłem przekonany o pomyłce i dla pewności sprawdziłem to wszystko metodą niwelacji geometrycznej, i to dwukrotnie.

 

Opracował: Jerzy Leszczuk – geodeta w stanie spoczynku.