Teodolit Kern K1-S

 

Rozdział pierwszy

Sprawdzenie warunków geometrycznych teodolitu Kern K1-S nr 271157.

  1. Sprawdzono położenie bańki libelli sferycznej i rurkowej w dwóch położeniach. Szczątkowe błędy usunięto przy pomocy śrub rektyfikacyjnych owych libelli.
  2.  Sprawdzenie błędów kolimacji i błędu miejsca zera kręgu pionowego odbyło się poprzez zapisy wartości koła poziomego i pionowego przy wycelowaniu na wyraźny odległy punkt.

Odczyty w dwóch pełnych seriach i tak:

Błąd inklinacji sprawdzono poprzez cel na wysoki punkt i rzutowanie na poziomy liniał z podziałem milimetrowym. Odchylenie od pionu na wysokości 15m i dla mm dla odległości 60m wyniosło 3mm.
Raport sporządził: inż. Jerzy Leszczuk – geodeta uprawniony.
Olesno, 14.01.2014r.

Na tym wówczas poprzestałem. Po czasie uznałem, że nie mogę pozostawić co prawda niewielkich, ale w końcu jednak, błędów instrumentu.

 

Fot. 1. Po lewej widok teodolitu. Powyżej lusterka odsłonięty otwór do rektyfikacji błędu indeksu koła pionowego. Po prawej widok skali odczytu kierunków. W instrumencie jest przełącznik kierunków prawych i lewych. Odczyty kierunków bardzo czytelne, co nie jest regułą we wszystkich teodolitach optycznych. Wprawne oko pozwala na szacowanie kierunków z dokładnością 0,25c.

 

Fot. 2. W instrumencie brakuje libelli sferycznej i Kern w swojej „złośliwości” umieścił takową przy śrubie statywowej. Ewentualna jej rektyfikacja przebiega w sposób typowy. Miast jednak obracać o 180 stopni alidadą teodolitu, obracamy jedynie o taki kąt śrubą statywową. Reszta jest znana. „Inaczej niż inni” to maksyma Kerna. Natomiast rektyfikacja błędu libelli rurkowej przebiega standardowo, ale zgodnie z filozofią Kerna jest tylko jedna śrubka rektyfikacyjna tej libelli. Obrót ową śrubką możliwy przy użyciu klucza imbusowego.

 

Fot. 3. W instrumencie bardzo nietypowo dwie ukośne śrubki do rektyfikacji błędu kolimacji. W odróżnieniu od tradycyjnych iglic rektyfikacyjnych do zastosowania mają klucze imbusowe. „Inaczej niż inni” to maksyma Kerna. W zależności od przesunięcia kreski pionowej od celu, oboma kluczami kręciło się w tym samym kierunku. Po prawej kontrastowy cel do sprawdzenia kierunków.

 

Fot. 4. W instrumencie Zeissa tradycyjne iglice rektyfikacyjne. Do rektyfikacji błędu kolimacji służą dwie śruby umieszczone poziomo. Do rektyfikacji błędu indeksu koła pionowego służą dwie śruby umieszczone pionowo. W zależności od przesunięcia kreski pionowej od celu, obiema iglicami kręciło się w tym samym kierunku. W zależności od przesunięcia kreski poziomej od celu, obiema śrubami pionowymi, za pomocą iglic, kręciło się w tym samym kierunku. Inaczej rzecz wygląda w teodolicie Kern K1-S. Tu do rektyfikacji błędu indeksu koła pionowego wystarczy jedna śruba. Na lewym zdjęciu jest widoczna. Do rektyfikacji wystarczy śrubokręt. Kern dostarczał takie w komplecie do instrumentów.

 

Fot. 5. Ręcznie wypełniony raport z rektyfikacji obydwu błędów.

 

 

Instrument kupiłem od energetyka, który używał go do pionowania słupów energetycznych. Firma mu zbankrutowała i musiał rozsprzedać wyposażenie. Po latach zlecono mi pomiar wysokości komina fabrycznego. Postanowiłem elementy kątowe pomierzyć teodolitem Kern K1-S. Współrzędne X, Y, H punktów tworzących konstrukcję siatki trygonometrycznej wyznaczyłem techniką GNSS. Mariaż starego z nowym. Niezależnie od tego, kąty i boki konstrukcji pomierzyłem tachimetrem Wild T 1610. Dwoma niezależnymi drogami uzyskałem wyniki. Ponadto wyznaczyłem wysokości nad poziom morza i sprawdziłem pionowość obiektu, co nie było przedmiotem zlecenia. Projektowana wysokość komina to 100m. Poprzez brukowanie podniesiono nieco wysokość podstawy i pomierzona wysokość wyszła nieco mniejsza – 99,68m.

 

Rozdział drugi

Ale to nie koniec opowieści. Zaprzyjaźniony właściciel serwisu sprzętu geodezyjnego sprezentował mi kolejny teodolit Kern K1-S. Pan Zdzisław uprzedził mnie, że w lunecie widać mętny obraz bez jakichkolwiek szczegółów. No to poszukiwania przyczyny. Na okularze nie było śladu demontażu, za to był ślad uderzenia – uszkodzona plastikowa oprawka okularu oraz wgniecenie na oprawie okularu mikroskopu odczytu kierunku. Moja wstępna diagnoza to nieprawidłowe ułożenie radełkowanej szyny, na której spoczywa człon ogniskujący obraz.

Sprawdzić to można na trzy sposoby:

  1. Demontaż bocznej ścianki instrumentu od strony pokrętła ogniskowania obrazu.
  2. Demontaż obiektywu i ułożenie od strony obiektywu w sposób prawidłowy radełkowanej szyny, na której spoczywa człon ogniskujący obraz. Wcześniej należy odkręcić na oprawie lunety docisk szyny przesuwu członu ogniskującego.
  3. Demontaż okularu i ułożenie od strony obiektywu w sposób prawidłowy radełkowanej szyny, na której spoczywa człon ogniskujący obraz. Wcześniej należy odkręcić na oprawie lunety docisk szyny przesuwu członu ogniskującego.

Manewr ten poprawił widok w lunecie, w stopniu mało zadowalającym. Pojawiły się szczegóły obrazu, ale obraz był mętny i koloru brunatnego. Wkomponowałem w okular oprawkę z pryzmatem konstrukcji Wilda z innego teodolitu, tj. Kern K0-S. I po złożeniu okularu widzę w lunecie wyraźny, kontrastowy obraz. Przyczyna jest więc w tym elemencie. Przyjrzałem się temu elementowi i co widzę – na jednym z pryzmatów tworzących ten element (jest ich trzy), warstwa lustrzana miast koloru srebra, ma kolor łaciatego, jasnego brązu. Jest techniczna możliwość usunięcia zestarzałej warstwy lustrzanej i napylenie nowej. Piszę o tym na stronie Exakta Collectors Group. Postanowiłem zrobić inaczej, ale nie wszystko na raz.

Fot. 5. Widok teodolitu od strony pokrętła ogniskowania obrazu.

 

Fot. 7. Demontaż obiektywu. Sprawiał opór i aby nie uszkodzić oprawki, stworzyłem konstrukcję mojego pomysłu. Po prawej widok wnętrza lunety, a we wnętrzu człon ogniskujący obraz.

 

Fot. 8. Demontaż okularu. Po prawej oprawka z okrągłą płytką krzyża nitek i członem konstrukcji Wilda. Po odkręceniu trzech śrub mocujących, można element swobodnie wyjąć.

 

Fot. 9. Demontaż bocznej ścianki teodolitu od strony pokrętła ogniskowania obrazu. Widoczne są rozłączone przewody elektryczne zasilające lunetę i za jej pośrednictwem nasadki dalmiercze. Po prawej oprawka z członem konstrukcji Wilda. Widać na środkowym członie przebarwienia, o których pisałem.

 

Fot. 10. Widoczne są – po prawej oprawka bez członu konstrukcji Wilda, a po lewej oprawka z członem konstrukcji Wilda.

 

Fot. 11. Ewolucja obrazu w lunecie. W środku efekt po nastawieniu członu ogniskującego. Po prawej efekt końcowy – obraz ostry i kontrastowy, ale odwrócony, jak to bywało w starszych teodolitach.

 

 

Oczywiście te drobne różnice wynikają z dokładności szacowania kierunków. Inny obserwator mógłby widzieć nieco inaczej. Jestem z siebie zadowolony.

Podsumowanie:
Teraz posiadam dwa teodolity Kern K1-S, ale to dwa różne teodolity. Jeden z obrazem prostym, a drugi z obrazem odwróconym.

 

Opracował: Jerzy Leszczuk