Praktyka produkcyjna w Bojadłach

 

Zacznę do początku. Na ostatnim roku studiów posłano mnie na 3 miesięczną praktykę do Wojewódzkiego Biura Geodezji i Urządzeń Rolnych w Zielonej Górze. Po krótkiej odprawie biurowy samochód zawiózł mnie i szefa do wsi Bojadła, i tam u sołtysa zostawił nas z całym dobytkiem. Sołtys miał nam znaleźć kwaterę i dwóch ludzi na pomiarowych. I tyle samochód zaistniał w tym zadaniu. W ogóle rzadko się wówczas widywało samochody, a te będące w prywatnym posiadaniu jeszcze mniej. Dalsza praca to przemieszczanie się ze sprzętem na nogach. Na zakończenie praktyki kilkukilometrowy dystans z bagażem na własnych nogach do przeprawy na Odrze. Prom był uruchamiany, kiedy było więcej chętnych. Tu musiała wystarczyć przeprawa łodzią. Potem autobusem do Zielonej Góry. Szef coś tam sypnął groszem, bo bardzo mu pomogłem w jego zleceniu. O tym już pisałem przy innym opracowaniu, ale… Grzebiąc w swoim archiwum znalazłem bardzo stary notes. W nim oprócz różnych zapisów dwa odręczne szkice. Wysiliłem pamięć i spróbowałem stworzyć coś więcej.

Po wspólnym z szefem wywiadzie celem odszukania istniejącej osnowy i zaprojektowanie nowej, szef zaproponował, że pojedzie na inny obiekt, a ja wraz z dwoma pomiarowymi zajmę się stabilizacją punktów osnowy poligonowej z równoczesnym sporządzaniem (w terenie) opisów topograficznych. Doskonale pamiętam nazwiska pomiarowych – Wątor i Pluta. Doskonale pamiętam Panią, u której mieliśmy kwaterę. To Pani Michalina Skupowska. Pamiętam również, że inicjatywy pomiarowych (miejscowi chłopcy – nie do końca, bo dojeżdżający z pobliskiego Pyrnika dzień w dzień na rowerach i to punktualnie na godzinę 7-mą rano) nosili belę słomy, na której przysiadłem rysując opisy topograficzne. Za czas jakiś pojawił się szef. Pochwalił moją robotę i wspólnie ustaliliśmy, że na tyle sobie dobrze radzę, że pomiaru kątów w osnowie dokonam sam. I szef ponownie wybył na inny obiekt. Pomiar kątów w pełnej serii nowiuteńkim teodolitem Carl Zeiss Jena Theo 020 A.

 

Powyżej szkice odnalezione w „Pamiętniku znalezionym w Saragossie”. Był taki film i była taka książka. To taki mój żart umiarkowanie dowcipny.

 

Powyżej sceneria zdarzeń, tj. współczesna ortofotomapa wsi Bojadła. Zapewne wiele tam się zmieniło w sensie zabudowy, zmiany sposobu użytkowania gruntów, poziomu życia mieszkańców. Wówczas to były tam, o ile dobrze pamiętam, trzy samochody prywatne, no i kilka traktorów oraz ciężarówek z tzw. strefy uspołecznionej. Owa mizeria motoryzacyjna bardzo ułatwiała pomiary liniowe. A poniżej selfportrait autora z czasów owych. Zdjęcie aparatem FED 3 (bo taki wówczas jedynie posiadałem). Telefonów stacjonarnych było wówczas tyle, co kot napłakał. Aby zadzwonić gdziekolwiek, chodziłem do Gromadzkiej Rady, względnie do przychodni. Gdzie geodetę przyjmowano z honorami.

 

 

Powyżej rekonstrukcja zdarzeń, a więc przebieg ciągów osnowy poligonowej. Legenda zamieszczona na moim szkicu z wiosny roku 1973. Punkty nawiązania osnowy: TP 66 miał zachowany sygnał (oczywiście lekko przechylony) z kierunkiem nawiązania na wieżę kościoła w Milsku. Punkt TP 71 z kierunkiem nawiązania na wieżę kościoła w Bojadłach. Była nad punktem drewniana wieża, ale sią zawaliła i ktoś przed nami zrobił wizurę (jakieś 300 metrów). Punkt TP 65 – wieża runęła podczas naszego pobytu, ale punkt miał dwa kierunki.

 

Czasookres trwania pracy (pomiar i rozwiązanie osnowy) to dwa miesiące. Formularz do pomiaru kątów stosowano do poligonizacji do końca lat 80-tych. Kierunki były szacowane do 1/2-iej działki miary miligradowej. Tabela obliczenia współrzędnych punktów osnowy poligonowej – do czasów nastania ery komputerów takie formularze obliczeń wypełniało się w naszej geodezji. A sprzęt obliczeniowy to arytmometr, tablice funkcji trygonometrycznych, ołówek i pióro. Takie to były czasy. Od lat początku wieku XX do połowy lat 80-tych ubiegłego wieku dość powszechnie posługiwano się niezmienioną techniką pomiarową i obliczeniową. A praktyka pokazuje, że jak posługiwał się ową techniką solidny geodeta, to wyniki jego pracy wytrzymują porównania ze współczesnymi technikami. A tam gdzie naciągano i naciąga się nadal, to nawet sportowa taśma parciana te manipulacje wykaże. A sprzęt pomiarowy to teodolit, o którym już wspominałem, taśma stalowa 20m, tyczki drewniane, szpilki metalowe, taśma domiarówka 25m, statywy do tyczek, węgielnica dwupryzmatyczna. Chyba niczego nie pominąłem. Wyrównanie sieci z trzema węzłami? Szef wyznał szczerze, że nie wie jak to zrobić. Wyrównanie metodą kolejnych przybliżeń zajęło mi całą noc. Kiedy skończyłem, szef bez słowa podał mi rękę. Po takiej nocy dzień terenowy spóźnił się o jakieś cztery godziny. Ostatni miesiąc mojej praktyki to pomiary szczegółów metodą domiarów prostokątnych.

 

Opracował: Jerzy Leszczuk