Przygoda z teodolitem Wild T16

Celowo w tytule użyłem słowa przygoda, bo to spotkanie trzeciego stopnia z tym instrumentem.

  1. Jako prezent do transakcji kupna dostałem niesprawny i niekompletny teodolit Wild T16. To konstrukcja z przełomu lat 60/70-tych. Co mu dolegało? Na zewnątrz wszystko w porządku, a spustoszenia dotyczyły wnętrza. Pobył czas jakiś u mnie i kaleką zainteresował się geodeta, któremu owe kalectwo nie przeszkadzało. Trafił do niego jako eksponat na półkę. Pożegnałem go bez żalu.

  2. Drugi prezent to jeszcze większy kaleka, musiał służyć w jakimś serwisie za dawcę organów. No cóż, darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Trafił do zakamarka mojej siedziby i tam sobie przebywał.

  3. Zaproponowano mi kupno lekko uszkodzonego teodolitu Wild T16, postawiłem warunek – przesyłka na koszt zbywającego i zobaczymy. Usterka to zniszczony ruch leniwy w poziomie i zacisk ruchu obrotowego w poziomie. Usterki usunąłem wykorzystując części z truchła. Instrument sprawdziłem i zrektyfikowałem. Niespecjalnie przypadł mi do gustu i odesłałem. Za naprawę i rektyfikację nic nie policzyłem. Reszta opowieści w obrazach.

 

Fot. 1. Teodolit Wild T16 wariant trzeci, a po prawej przekrój tego instrumentu.

 

Fot. 2. Teodolit Wild T16 wariant 1 w towarzystwie miniaturowego teodolitu Kern DK1.

 

Fot. 3. Obraz powyżej mówi więcej, niż tysiąc słów. Ilustracja do teodolitu wersji 1.

 

Fot. 4. Truchło wariantu 2 posłużyło do dodania brakującej spodarki niekompletnego teodolitu Kern E1. Po prawej tzw. resztki pożniwne. Obudowa widoczna po lewej (ten leżący) przebywa w piwnicy. Był włam do mojej piwny, ale złodziejom nie spodobał się ten przedmiot.

 

Fot. 5. Po lewej odręczny raport ze sprawdzenia warunków geometrycznych i rektyfikacji błędów. U góry ilustracja skali odczytu kierunków. Na dole po prawej widok celu do pomiaru kierunków.

 

 

Opracował:
Jerzy Leszczuk