Scalenie gruntów wsi Podgórki

 

Czas i miejsce zdarzenia – 12.1974 – 11.1975, wieś Podgórki, kilka kilometrów na północ od Jeleniej Góry drogą wojewódzką nr 365 (trasa Jelenia Góra – Jawor).

Dzięki dobrodziejstwom internetu, bez wynajmowania awionetki można pooglądać wieś z lotu ptaka. Można też zafundować sobie wirtualny spacer drogą przez wieś. Rozwiązywanie osnowy w latach 70-tych to była katorga. Niekończące się przecinki wzdłuż zakrzaczonych dróg do pól. Pomiar boków ciągów poligonowych taśmą wymagał schodkowania lub pomiaru po stoku z redukcji długości na pochylenie terenu. Pamiętam, że posiłkowałem się przy rozwiązaniu osnowy dwuobrazowym tachimetrem Zeiss Redta 002. W pewnej chwili zamarzyło mi się, aby instrument miał zielony wyświetlacz, gdzie po naciśnięciu guzika wyświetliłyby się współrzędne stanowiska. Do głowy by mi nie przyszło, że doczekam takich czasów. Może wyświetlacz nie z zielonymi diodami, ale współrzędne stanowiska są. System globalnego pozycjonowania GNSS.

Na ilustracji poniżej kopie pierworysów map ewidencji gruntów z roku 1055. Kunszt ręcznej kartografii: wypracowane pismo, siatka kwadratów w kolorze niebieskim, drogi kolorowane farbkami wodnymi na brązowo, wody na niebiesko, kontury klasyfikacyjne liniami koloru zielonego. Kopia matryc map ewidencyjnych sporządzona techniką dwuazotypii była pierworysem mapy obszaru scalenia (trzy arkusze). Scaleniem objęty został obszar całej wsi z wyłączeniem Lasów Państwowych i gruntów Państwowych Gospodarstw Rolnych. Razem około 900 hektarów. Arkusze map ewidencyjnych podzielono na kompleksy identyczne z kompleksami określonymi do założenia operatu ewidencji gruntów. Geodetą wykonawcą prac związanych z założeniem ewidencji gruntów był inżynier Lucjan Ziarnik, którego poznałem osobiście. Drugi z geodetów, Stanisław Kula, zginął w wypadku drogowym.

Po lewej stronie kopia pierworysu mapy ewidencyjnej gruntów z roku 1955, a po prawej kopia pierworysu scalenia z roku 1974. Poniżej fragment szkicu wyznaczania projektowanych działek.

 

 

Ręcznie sporządzona mapa poglądowa w skali 1:1000. Na podstawie fotopomniejszeń wykreśliłem matrycę na folii. Tutaj podkolorowana kopia ozalidowa.

Przed rozpoczęciem prac scaleniowych wykonałem wywiad terenowy celem aktualizacji użytków gruntowych. Zmienione użytki w większości wymagały klasyfikacji gleboznawczej. Wykazałem również użytki mające charakter lasu. Opinie o ich charakterze opracowywał biegły z zakresu leśnictwa. Tenże biegły wyceniał również drzewostan na użytkach leśnych i zadrzewionych. W przypadku konieczności zmian, uczestnik scalenia otrzymywał ekwiwalent wartości drzewostanu w gruncie. O ile ten ekwiwalent przekraczał wartość 3 procent wartości gospodarstwa, poszukiwany był las ekwiwalentny na gruntach Państwowego Funduszu Ziemi.
Wykonałem też mapy studialne i w tym studium hipsometryczne. Ukształtowanie terenu (Góry Kaczawskie) mocno ograniczało projektowanie (struktura tarasowa, potrzeba stosowania orki przeciwerozyjnej, drogi dojazdowe w wąwozach). Podstawą szacunku wartości gruntów była punktacja proporcjonalna do cen gruntów sprzedawanych z Państwowego Funduszu Ziemi z uwzględnieniem rodzaju użytku i jego klasy bonitacyjnej. W niektórych przypadkach, na wniosek Rady Uczestników Scalenia, wartość gruntu podnoszono lub obniżano.

Scalenie miało wykonywać trójka geodetów. Skończyło się na tym, że wykonałem je sam. O szczegółach tego rozwiązania pisać nie będę. Aczkolwiek przy wyznaczaniu projektowanych działek uczestniczył nieżyjący już geodeta Waldemar Woźniak. Odbyło się szereg zebrań – informacyjne wraz w wyborem Rady Uczestników Scalenia, zebranie w sprawie ustalenia zasad szacunku gruntów, zebranie w sprawie ogłoszenia wyników szacunku gruntów wraz z zebraniem życzeń co do lokalizacji ekwiwalentów zamiennych.
Wreszcie zebranie w sprawie ogłoszenia wyników scalenia i zebranie zastrzeżeń. Zastrzeżeń nie było wiele, ale jak czynnik polityczny zaczął je rozpatrywać, to ich ilość mocno wzrosła. W końcu przewodniczący Powiatowej Rady Narodowej bezradnie rozłożył ręce i rzekł: „Panie inżynierze, niech Pan sam zaproponuje rozwiązania”. W mojej opinii jeden z uczestników został ewidentnie skrzywdzony. Ale po latach, kiedy spotkałem go na dworcu kolejowym w Poznaniu powiedział, że pozytywy przeważyły. Na północnym stoku wzniesienia Kapela nie zawsze dojrzewało zboże, a i zwózka plonów była utrudniona. I jak powiedział – „nie żywię do Pana urazy”.

Przez czas jakiś ja wykonywałem prace geodezyjne równolegle z klasyfikatorem. Rozmawialiśmy o scaleniu. W jego opinii to była forma rugowania chłopa z ziemi. „Ale Ty też w tym uczestniczysz, podobnie jak ja”. A skoro tak, to przynajmniej postaram się przekierować rolników w korzystniejsze w sensie jakości gleb, nasłonecznienia i ukształtowania terenu terytoria. Dla PGR zaproponowałem wzgórze Kapela z jego rolniczymi niedogodnościami. Tak też się stało.
Kontrolą poprawności ułożenia rejestru szacunku porównawczego gruntów przed scaleniem była suma klasoużytków oraz ich wartości identyczna z sumą zestawienia powierzchni i wartości konturów w obrębie. Suma ta powstawała z zestawienia tych wartości z kompleksach. Rejestr po scaleniu miał mieć wyżej opisane zestawienia podobne jak w rejestrze przed scaleniem z różnicami wynikającymi z techniki obliczania powierzchni (metoda graficzno-mechaniczna).
Szkice wyznaczenia zaprojektowanych działek wykreślane były tuszem na płóciennej kalce produkcji fińskiej. Jako osnowę realizacyjną do wyniesienia projektu wykorzystałem ciągi poligonizacji założonej w roku 1954 zagęszczonej ciągami sytuacyjnymi wyłącznie jednego rzędu. Ukształtowanie terenu wymuszało schodkowanie, pomiar po stoku i redukcje na pochylenie. Nie było łatwo z uwagi na duże ilości przecinek. Płytki niekiedy grunt wykluczał osadzenie znaków podziemnych przy stabilizacji nowych granic. Nie pamiętam ile znaków osadzono, ale mogło to być blisko pół tysiąca. Komisja z wrocławskiego Wojewódzkiego Biura Geodezji i Urządzeń Rolnych ustaliła godziwe stawki do prac terenowych. Praca ta dała mi zawodowe doświadczenie i godziwe wynagrodzenie. Aby oddać rzeczy sprawiedliwość: prace kameralne z pewnością nie zamykały się w 8-godzinnej dniówce, a i soboty i niedziele też bywały przepracowane. A prace terenowe – tam rytm wyznaczał wschód i zachód słońca. To ta druga strona medalu, której nie widują koledzy po fachu widzący jedynie pieniądze.

Poniżej porównanie jednego z przypadków stanu nieruchomości rolnej przed scaleniem i po scaleniu. Problemem było nie rozdrobnienie, a jedynie szachownica działek chłopskich i działek PFZ. Urzędnik zawiadujący gruntami PFZ przed scaleniem bez problemów umożliwił sprzedaż takiej ilości tych gruntów na jaką znaleźli się chętni. Moje zawodowe otoczenie z pewnością nie było famami kolektywizacji rolnictwa.

 

 

Zabytki Podgórek

W latach 70-tych pałac w Podgórkach był ośrodkiem kolonijnym zakładów im. Harnama w Łodzi. Panie wychowawczynie prowadzały dzieci takimi ścieżkami, aby po drodze pozdrowić inżyniera i poczęstować zespół pomiarowy kompotem i ciastem. Poniżej widok pałacu z kamieniołomu Biały Kanion w Wojcieszowie. Koniec lat 90-tych. Obecnie pałac jest własnością prywatną i w mojej opinii za bardzo to mu nie służy.

Zabytkowy kościółek z płytą nagrobną małżeństwa von Seydlitz (Zedlitz). W tych czasach Podgórki były częścią Królestwa Czeskiego, a po wojnie trzydziestoletniej włączone do Cesarstwa Habsburgów.

 

Ruina kościoła parafialnego z XIII w., zbudowany w 1506 r. prawdopodobnie na resztkach murów starszej świątyni. Spłonął w I poł. XIX w. i został częściowo rozebrany. Wieża przez jakiś czas służyła jeszcze jako dzwonnica. To na niej został zastrzelony w 1644 r. Kasper von Zedlitz. Na jednym z zachowanych fragmentów murów do dzisiejszego dnia można oglądać dwie całopostaciowe płyty nagrobne małżonków von Zedlitz z początku XVII w. Na początku XIX w. kościół spłonął, po czym został częściowo rozebrany i ulegał stopniowej ruinie. W tym czasie okradzione zostały krypty wewnątrz kościoła oraz grobowiec pod kaplicą. W 2006 r. Urząd Miasta i Gminy w Świerzawie, dzięki wsparciu finansowemu UE, dokonał rekonstrukcji dachu, wieży, nawy i kaplicy kościoła z zagospodarowaniem terenu wokół niego. Powstało w ten sposób jedno z ciekawszych miejsc widokowych Gór i Pogórza Kaczawskiego. Obiekt można zwiedzać w sezonie letnim w godz. 10:00 – 18:00. (Wikipedia)

Kościółek poddano renowacji. Dla mnie miejsce pozbawione zostało aury.

 

 

Krajobraz

Zdjęcia czarno-białe to Podgórki w latach 70-tych. Zdjęcia barwne to krajobraz wsi w latach 90-tych. Wiele tam się nie zmieniło, co dla mnie – mizantropa i wielbiciela natury – to dobre zjawisko.

 

 

Regres

Wyludnianie się Pogórza Sudeckiego jest faktem. Za wyjątkiem nielicznych, a znanych ośrodków, reszta jest turystycznie zapomniana. Rolnictwo nie przynosi dochodów, a przynajmniej w mikroskali. Młodym brakuje pomysłu na życie. Nie są zainteresowani przejęciem schedy po rodzicach. Przy porównaniu mapy pierwotnej z sytuacją w terenie w latach 70-tych, wykasowałem z ewidencji kilka siedlisk, za to przybyły użytki las – na zasadzie samosiewu. Z właścicielem budynków konstrukcji szachulcowej miałem kontakt osobisty. Budynków już nie ma i właściciela przypuszczalnie też nie ma. Ostateczny obraz opuszczenia (budynki GHZ Komarno – w latach 70-tych było tu życie). Zdjęcia kolorowe z lat 90-tych to ostateczny obraz zniszczenia.

 

 

Jaskinia Walońska

W przewodnikach turystycznych z lat 70-tych był opis jaskini z przepięknymi formami naciekowymi. Za wiele czasu nie miałem, ale spróbowałem poszukać i nic nie znalazłem. Miejscowi takimi rzeczami się nie interesowali. W latach 90-tych powróciłem do tematu. Namiary podał mi leśniczy z Wojcieszowa i co widzę – bardziej stolnia, niż jaskinia i żadnych form naciekowych. W miejscu parkowania samochodu pojawia się gość.

„Pan miejscowy?” – pytam.

„Tak, od połowy lat 60-tych, ale ja Pana znam, Pan robił u nas scalenie”.

„No i jak mnie wspominacie?”

„Nie najgorzej.”

„Słyszał Pan coś o Jaskini Walońskiej?”

„Była tu gdzie stoimy.”

W latach 60-tych w Jaskini uwięziony w szczelinie został chłopiec. Odszukano go wycieńczonego po paru dniach. Przyjechał z kamieniołomów spychacz i zasypał wejście. Tyle relacji. W epoce internetu, na stronie miasta Jelenia Góra, nadal opis form naciekowych. Napisałem komentarz i dołączyłem zdjęcie. Teraz informacji o jaskini są prawdziwe. Próbowałem coś więcej ustalić na podstawie mapy topograficznej z lat 30-tych. To co ustaliłem w niewielkim stopniu poszerzyło moją wiedzę.

 

Opracował: Jerzy Leszczuk
Zdjęcia z fototeki autora.