Teodolit budowlany Kern K0-S

 

Na wstępie motto z wiersza Lorelei. Podobnie jak poetę nękała opowiastka, tak i mnie niekończąca się historia teodolitu. Dylemat zgłoszony w trzech poprzednich odsłonach opracowania o tytule jak w nagłówku. W końcu pozyskałem teodolit Kern K0-S w takiej wersji, jak w oficjalnej dokumentacji firmy Kern. I tu powtórzę uwagi do teodolitu wersji innej, jaki posiadam i będący bohaterem poprzedniego opracowania:

  • – mój instrument to odmiana teodolitu do tyczenia długich odcinków prostych (zagęszczanie punktami pośrednimi)

  • – brakuje w nim urządzenia do odczytu kierunków (ilustracje poniżej)

  • – brakuje w nim libelli sferycznej, która zarazem oświetlała szklane kręgi koła poziomego i pionowego

  • – brak gniazda do podłączenia elementu oświetlania kręgów odczytowych światłem sztucznym

  • – jest za to libella rurkowa, której brak w modelu seryjnym

  • – na lunecie umieszczona jest libella rurkowa, która czyni instrument niwelatorem (dwa w jednym)

  • – i co najistotniejsze – to brak we wnętrzu szklanych kręgów odczytowych kierunków poziomych i pionowych

  • – instrument nie był nigdy demontowany (ja byłem pierwszym demonterem), o czym świadczyły oryginalne plomby Kerna na śrubkach montażowych

Moja hipoteza o powstaniu wcześniej opisanego modelu jest następująca – pracownik Kerna, po godzinach pracy w ramach deputatu, stworzył dla siebie takiego składaka z kawałków Kernowskiej tkanki (taki Frankenstein).

 

Fot. 1. Teodolit K0-S, wersja modelu podstawowego krótko po wypakowaniu z przesyłki.

 

 

Fot. 2. Model teodolitu K0-S przedstawiony na podstawie prospektu Kerna z końca lat 70-tych.

 

 

Fot. 3. Prezentacja teodolitu Kern K0-S w trzech odsłonach.

 

 

Fot. 4. Schemat optyczny teodolitu Kern K0-S (źródło – strona internetowa Kern Museum Aarau).

 

 

Fot. 5. Po lewej sposób odczytu kierunków w teodolicie Kern K0-S. Po prawej element oświetlający skalę kątów. W mojej opinii rzecz raczej niezbędna. W tej konstrukcji światło naturalne raczej słabo rozświetla skalę kątów. Ponadto obraz w mikroskopie raczej jest miniaturowy. Sumując, odczyt kątów mało komfortowy.

 

 

Fot. 6. Na początku opracowania różnice między modelami teodolitu Kern K0-S w formie pisemnej, a powyżej w postaci obrazów. Na dole po prawej obiektywy do obydwu modeli dość mocno się różnią. Obiektyw do modelu uproszczonego wpuszcza więcej światła (intrygujące). Pokazane na zdjęciu obiektywy to części zapasowe. Obiektyw po prawej obarczony ubytkiem wywołanym uszkodzeniem mechanicznym. Wszystkie zdjęcia z natury.

 

 

W przypadku teodolitu Kern K0-S, bańka libelli po spoziomowaniu instrumentu nie przesunęła się z pozycji centralnej po obróceniu teodolitu w poziomie o 180 stopni. Nie było potrzeby rektyfikacji. W tym modelu nie ma libelli rurkowej. W odróżnieniu od wcześniej opisanego modelu, który montowany jest do statywu Kerna, ten model mocuje się w sposób tradycyjny na statywie ze śrubą sercową typu Wild. To chyba dobrze, bo takie oczekiwania się pojawiły. Ciekawostką jest to, że pochylenie lunety w pionie określa nie tylko kąt wyrażony w gradach, ale dodatkowo wyskalowany jest w procentach. Istne wariactwo. Obsesją firmy Kern było tworzenie odmiennych od konkurencyjnych modeli instrumentów, np. mocowanie instrumentu ze statywem i poziomowanie. O innych szczegółach długo by mówić. Być może owa przesada w oryginalności stała się jedną z przyczyn upadku firmy. Patrząc na skrzynkę transportową można powiedzieć, że instrument nie miał lekkiego żywota. Natomiast z naklejki na teodolicie wynika, że ostatnie serwisowanie dokonało się w roku 1999. A to już sprzętowo czasy współczesne. Nie słyszałem o możliwościach łączenia z tym instrumentem jakiejkolwiek nasadki dalmierczej. Za to masa akcesoriów przydatnych na budowie: busola kierunkowa, nasadzane na lunetę libelle niwelacyjne i zestaw tworzący z instrumentu pionownik optyczny.

 

 

Fot. 7. Po lewej cel ma wysokość 171,32 + 1,68 = 173,00m n.p.m. To jest tyle samo, co wysokość podstawy w moim balkonie z dodaniem wysokości instrumentu. Dziwne, ale prawdziwe. Przypadek to ujawnił. I przez to nie dziwota, że odczyty kręgu pionowego mają bardzo okrągłe wartości, jak pokazana poniżej. Po prawej domniemana śruba do rektyfikacji błędu indeksu koła pionowego i śruba do rektyfikacji błędu kolimacji. Wolałem owych śrub nie ruszać, nie tylko z powodu, że błędów nie stwierdziłem, ale bardziej z powodu braku pewności, co do ich przeznaczenia.

 

 

Raport z pomiaru kontrolnego.

Jak widać wszystko jest ok.

 

Tekst i zdjęcia: Jerzy Leszczuk