Teodolit elektroniczny Kern E 1

 

Sprzęt Kerna na mojej liście kolekcjonerskiej znajduje się na pierwszej pozycji, ale nie oznacza to, że pozyskuję go za wszelką cenę. Nabywam wyłącznie w cenie absolutnej okazji. Jestem więc łowcą okazji. Na aukcji ebay są obiekty, które chciałbym mieć, ale nie za cenę, za którą wystawiono. Niektóre z nich wystawiane są od co najmniej 5-ciu lat. Ostatnio śledziłem wystawione przedmioty w licytacji. Sprzedano za 1/5 ceny, o której pisałem. Ktoś to jednak kupuje. Trudno mi powiedzieć kto i w jakim celu. Zostałem wymieniony na stronie internetowej Kern Aarau. Są tam też wymienieni inni zbieracze, ale tylko jeden, nie licząc mnie, który kolekcjonuje m.in. sprzęt geodezyjny. Niszowość owego zbieractwa ma swoje wady i zalety. Wada jest taka, że nie mam z kim sobie pogadać, a zaleta to ceny dołowane przez rynek (słaba sprzedaż). I tu przechodzę do tematu – teodolit Kern E 1 był na mojej liście i zdobycie instrumentu odbyło się w dwóch etapach:

  1. Kupiony na ebay niesprawny i niekompletny E 1 wraz ze skrzynką transportową. Trochę nad nim popracowałem i powstał ciekawy eksponat.

  2. Zamiana wyżej opisanego eksponatu z dodatkiem Topona GTS-212 (również eksponat) na całkiem kompletnego i sprawnego Kerna E 1. Byłem przeszczęśliwy.

Dalsza część opowieści w obrazach z komentarzami.

 

Fot. 1. Fragment prospektu Kerna z początku lat 80-tych ubiegłego wieku. Instrument kosztował wówczas majątek i to w twardej walucie. Kto nie żył w tamtych czasach, to nie pojmie o czym piszę.

 

Fot. 2. Niekompletny instrument poddałem czarom. Wśród przeróbek zamontowałem ze szczątków teodolitu Wild T16 fragment alidady. Po takiej przeróbce instrument mógł być montowany na spodarce Wild lub Topcon w moim przypadku.

 

Fot. 3. Rozwinięcie tego, co napisałem wcześniej. Instrument na statywie Zeiss i na spodarce Topcon. Połączyłem instrument z baterią i cyk. I co? I nic. Żadnej reakcji. Po prawej ekwiwalent zamienny za w pełni sprawny i w pełni kompletny teodolit elektroniczny Kern K 1.

 

Fot. 4. Trzy różne sposoby zasilania instrumentu. 1. Oryginalna bateria Kern o napięciu wyjściowym 6V. 2. Oryginalna bateria Kern o napięciu wyjściowym 12V. 3. Akumulator żelowy o napięciu wyjściowym 6V. Poprzednik przerobił przewód zasilający do akumulatora żelowego.

 

Fot. 5. A to już kompletny i w pełni sprawny instrument w trakcie pierwszej próby.

 

Fot. 6. Na powyższej ilustracji po prawej instrument wraz z zewnętrznym rejestratorem Kern Alphacord. Ofiarodawca zapewnił mnie, że urządzenie jest niesprawne. Nigdy tego nie sprawdzałem. Po lewej zestaw trzech luster Kern, z którym mój zestaw mierzy odległości do 2000m. Wówczas to do wyświetlonej odległości należy dodać jako przedrostek „1”.

 

Fot. 7. Teodolit elektroniczny Kern E 1 z nasadką dalmierczą Kern DM 502 (jedną z dwóch posiadanych) na stanowisku testowym.

 

Fot. 8. Sposób rektyfikacji błędu kolimacji. Nastawia się średni kierunek poziomy i regulacją śrub rektyfikacyjnych, przy pomocy imbusowych, nastawiamy obraz krzyża nitek na cel. Aby osiągnąć wynik zadowalający operacja wymaga co najmniej dwóch regulacji. W przypadku Kerna E 1 nie zachodziła potrzeba takiej regulacji.

 

Fot. 9. Pokazana na powyższych ilustracjach – po lewej stronie pokrętła do regulacji błędu indeksu kręgu pionowego. Po prawej przełączniki do zmiany miar kąta i odległości.

 

 

Fot. 10. Za cel – miejsce dla lustra dalmierczego – wybrałem wnętrze samochodu. Umożliwiło mi to jednoosobową obsługę pomiaru liniowego. Proste.

 

Fot. 11. Wyniki pomiaru liniowego w obrazach. Od lewej – wyświetlacz instrumentu Kern E 1. W środku wyświetlacz instrumentu Kern E 12. Po prawej odczyt na nasadce dalmierczej Kern DM 502 połączonej z teodolitem optycznym Kern K1-S. Odległość tu jest pochylona. Po potraktowaniu owej odległości wzorami trygonometrycznymi, odległość zredukowana i przewyższenie okazały się mocno zbliżone do poprawnych.

 

Fot. 12. Porównanie wyników pomiaru odległości nasadkami Kern DM 502 i Wild DI 1000. Różnica 2 centymetry to żadna różnica (dwa różne statywy i dwa centrowania stanowiska i celu). Wszystko w warunkach kameralnych.

 

Fot. 13. W tak zwanym międzyczasie przybył do mojej kolekcji teodolit elektroniczny Kern E 1. W pełni sprawny i doskonale skomparowany, bo od fachowca. Jest nieco niższy od brata E 12, ale ma wyświetlanie kierunków zarówno od frontu, jak i od zadka. Aby zapisać odczyty nie trzeba biegać w koło.

 

Opracował: Jerzy Leszczuk