Teodolit elektroniczny Wild T 1610

 

W latach 80-tych szwajcarska firma Wild z Heerbrugg wyprodukowała bardzo udany teodolit Wild T 1610. Wówczas była to ścisła czołówka tego typu instrumentów. Mój egzemplarz kupiłem jako niesprawny za 600zł – to cena za nostalgię za czasami pracy w terenie. Kupno baterii do zasilania wraz z ich wymianą to 100zł. I tak za tą cenę instrument stanowił dekorację wnętrza. Jednak nowy akumulatorek po naładowaniu sprawił mi niespodziankę. Okazało się, że wszystkie funkcje się pojawiają i to poprawnie. Tutaj uwaga – oprócz firmowej etykiety Wild, jest też fabryczna płytka metalowa z napisem Leica. Mało tego, na oryginalnym akumulatorku jest fabryczna naklejka z napisem „Leica Geosystems, Made in Switzerland”. To by wskazywało na to, że ten egzemplarz powstał w latach 90-tych. W komplecie ponadto dwie ładowarki do akumulatora oraz, co istotne, sprawna nasadka dalmiercza Wild Di 1000. O przygodzie z instrumentem więcej w dalszej części opracowania.

 

Fot. 1. Po lewej nasz bohater na stanowisku. Po środku lustro dalmiercze Wild na moim balkonie. W prosty sposób przy użyciu tego zestawu wyznacza się wysokości punktów niedostępnych. Po prawej zamiana miejsc – instrument na balkonie, gdzie wcześniej stało na statywie lustro, a lustro powędrowało tam, gdzie wcześniej stał instrument. Bo jeden pomiar, to żaden pomiar.

 

Fot. 2. Zmagania z wymianą zużytych ogniw. Sprawne kupione w Batimexie, a wymiany dokonał znajomy zegarmistrz. Po czasie zauważyłem, że tamże można kupić kompletny akumulator w cenie 135zł. Oczywiście skorzystałem z tej oferty. Stary, po modyfikacji, zasilił inny instrument.

 

Fot. 3. U góry po lewej wyraźny cel do sprawdzenia warunków geometrycznych teodolitu. Po prawej u góry szkic i notatki ze sprawdzenia teodolitu. U dołu instrukcja jak wyeliminować błędy indeksu koła pionowego oraz błędu inklinacji.

 

Fot. 4. Powyżej raport końcowy. W tak zwanym międzyczasie zabawiałem się wymianą obiektywu z uszkodzonego teodolitu optycznego Wild T16. Z pozoru to takie same, ale nie do końca. Po wymianie obiektywów, błędy instrumentu zmieniały się znacząco. Tak jak z wieloma przypadkami, części do starszych instrumentów selekcjonowano do konkretnych instrumentów i po ich wymianie trzeba instrument ponownie komparować. Z częściami mechanicznymi bywa podobnie. Jak widać, z powyższych ilustracji, usuwanie błędów instrumentu odbywa się w drodze elektronicznej. Ale śrubki do rektyfikacji w segmencie okularu pozostawiono.

 

Fot. 5. Sceneria z pomiaru wysokości budynku. Celowo bardzo mdłą czcionką zaznaczyłem:
x – cel, czyli krawędź budynku,
1 – stanowisko instrumentu nr 1,
2 – stanowisko instrumentu nr 2.
Po prawej na wyświetlaczu widać odległość zredukowaną oraz przewyższenie.

 

Instrument posiada pożyteczną funkcję – po pomiarze odległości, na wyświetlaczu pojawia się opcjonalnie odległość oraz przewyższenie. Pochylając lunetę, na wyświetlaczu zmienia się wartość przewyższenia, a odczyt odległości pozostaje niezmienny. Można w ten sposób pomierzyć wysokość punktów niedostępnych (zwis liny, wysokość masztów i budynków). Ja skupiłem się na pomiarze wysokości 11-to piętrowego budynku. Wysokość podstawy budynku i wysokości dwóch stanowisk pomiarowych wyznaczyłem metodą niwelacji geometrycznej. Początek i koniec ciągu niwelacyjnego to elementy naziemne sieci uzbrojenia terenu (do tego celu wystarczy). Cel umieściłem na balkonie. Wysokość instrumentu i celu była identyczna. Nieco pracy w biurze, czyli mieszkaniu i po krzyku. Na podstawie kontaktu z różnymi współczesnymi tachimetrami powiem tak, że nie wszystkie one posiadają funkcję wyznaczania wysokości punktów niedostępnych.

 

Fot. 6. Tutaj obraz mówi więcej, niż tysiąc słów. W tak zwanym międzyczasie zmienił się krajobraz. W miejscu piwnej karczmy i ogródków działkowych powstał parking na 300 miejsc. Po co aż tyle? Nie wiem.

 

Fot. 7. Pokazuję różnicę pomiędzy teodolitem elektronicznym Wilda, a tachimetrem elektronicznym Wilda. Po prawej bohater niniejszego opracowania. Nasadka dalmiercza Wild czyni go tachimetrem elektronicznym. Tutaj niepotrzebne są kable sprzęgające. Nasadka poprzez styki komunikuje się z instrumentem. Położony kabel do transmisji danych do komputera. Instrument posiada wewnętrzną pamięć.

 

Fot. 8. Wrzesień 1991 roku – Paryż, Pola Elizejskie. Po raz pierwszy widziałem Wilda T 1610 w akcji. Inwentaryzacja przewodu w odkrywce. Wtedy to zostałem zainfekowany chęcią posiadania tego instrumentu. Ale wtedy był nie dla wszystkich i kosztował majątek. Ale lepiej późno, niż wcale (rzekła baba wbiegając na peron po odjeździe pociągu).

 

Opracował: Jerzy Leszczuk